Moja historia

Niemoc mnie nie pokonała tylko wyzwoliła obszary życiodajności i sprawczości, o jakich nawet nie miałam pojęcia.

W moim życiu, pomimo wieloletniej pracy rozwojowej i wymiernych sukcesów zawodowych, znalazłam się w miejscu, gdzie miałam wrażenie, że wszystko mi się posypało. Stres związany z wysokim stanowiskiem, tempo pracy, ciągłe zmiany organizacyjne oraz nierealistyczne wymagania centrali kumulowały się w moim ciele.

Mój stan fizyczny nie pozwalał bez bólu wejść po schodach na jedno piętro, zawroty głowy wymagały regularnych zabiegów fizjologicznych, żebym mogła jakoś funkcjonować, a zaburzenia pamięci nie pozwalały po południu przypomnieć sobie żadnych ustaleń z porannego spotkania. Przeciążenie, chroniczny stres i wyczerpanie psychiczne wymagały zatrzymania. Odeszłam z pracy bez planu dokąd zmierzam… po raz pierwszy w życiu nie miałam planu, tylko szczerą chęć zajęcia się sobą. Poddałam się. I wtedy odebrałam wynik badania histopatologicznego…

Najszybciej poradziłam sobie z nowotworem – dwa zabiegi operacyjne i dożywotnia karta pacjenta w Centrum Onkologii. Na szczęście bez chemii i radioterapii, bo mój organizm i tak był skrajnie wycieńczony. W tym okresie żyłam jak w zamrożeniu. Bez emocji, na autopilocie, wykonywałam wszystko czego służba medyczna ode mnie oczekiwała i nie byłam w stanie myśleć o przyszłości, nawet tej najbliższej, w której miałam odpocząć.

Jak to się zaczęło

Ból fizyczny i cierpienie psychiczne pokazały mi, że moje ciało skrywa jeszcze rany emocjonalne, o których nie miałam pojęcia.

Trudno mi było zrozumieć, co doprowadziło mnie do takiego stanu. Od lat zdrowo się odżywiałam, dbałam o rozwój, regularnie ćwiczyłam. Było mi wstyd, bo uważano mnie za osobę, która jest przykładem sukcesu, sprawczości i z wszystkim sobie poradzi. Sama uczyłam innych jak zarządzać sobą w stresie a tymczasem sama padłam pod jego naporem. Nie spodziewałam się, że oprócz stresu życia codziennego mam jeszcze głęboko wewnątrz ukryte stresory, których nie widać, o których nawet nie wiedziałam, a które stopniowo, dzień po dniu drenowały moją życiową energię i przeciążały mój układ nerwowy. 

Jak to się zaczęło

W końcu zrozumiałam...

Zrozumiałam, że dopóki nie dotrę do moich najgłębszych ran emocjonalnych, nie będę mogła powrócić w pełni do zdrowia fizycznego. 

Do IMC pod Wrocławiem – Holistycznej Kliniki Zdrowia trafiłam już po zabiegach onkologicznych z nadzieją na poprawę zdrowia w innych sferach. Lekarz onkolog mnie zapewnił, że medycyna konwencjonalna zrobiła wszystko co mogła a nowotwór na 95% został wyleczony. Szybko dowiedziałam się, że leczenie onkologiczne nie obejmowało przyczyn powstania nowotworu i aby wykluczyć nawroty choroby, trzeba się zająć nie tylko wsparciem odporności organizmu, ale przede wszystkim emocjonalnym podłożem choroby. 

Tak się zaczęła moja podróż do uwalniania traum – tych o których wiedziałam oraz tych, których nie byłam świadoma. Podróż, w której nie tylko uwalniałam własne rany, ale też uczyłam się jak prowadzić innych w procesie zdrowienia. W której błądziłam i zawracałam, żeby znaleźć najlepszą drogę. Teraz wiem, jak iść bezpiecznie i łagodnie do samego źródła.

W tej podróży dotarłam do najlepszych światowych ekspertów w pracy z traumą i autorytetów w dziedzinie neurobiologii. Od nich się uczyłam jak wspierać innych w tej podróży. Zrozumiałam, że nie wystarczy tzw. “terapia mówiona”, rozwój duchowy czy warsztaty pracy z ciałem. Takie doświadczenia miałam od lat. Dopiero świadoma praca z układem nerwowym i terapie somatyczne bazujące na wiedzy z zakresu teorii poliwagalnej mogą przynieść realne efekty. Jestem tego żywym przykładem.

Jak to się zaczęło

Moja podróż do zdrowia dała mi siłę do wspierania innych w tej podróży

Podróż do zdrowienia po traumie nie jest łatwa i wymaga świadomego zaangażowania w proces, którego końca nie widzimy, nie wiemy co się w trakcie zadzieje, i przed którym czujemy zrozumiały opór. Nie chcemy wracać do bólu, który jest już za nami. Boimy się rozdrapywać stare rany. Jednak te rany nie zniknęły. One wciąż są głęboko w naszym ciele i dają o sobie znać napięciami, odrętwieniem lub nadmierną reaktywnością emocjonalną czy też przejawiają się w chorobach przewlekłych. 

Wiem jak bardzo ważne jest to, jaka osoba towarzyszy Ci w tej podróży. Że ta osoba nie tylko ma wiedzę i doświadczenie pracy z głębokimi ranami, ale też ustoi przy Tobie w każdej najtrudniejszej chwili tej podróży. Bo już tam była, uwolniła swoje rany i teraz ma siłę stać przy drugim człowieku. Ja taką siłę wyniosłam z mojej podróży i moją misją jest teraz dzielić się nią z innymi. 

Wejdę z Tobą w największą ciemność i ustoję.

umów się na rozmowę wstępną

Pomogę Ci

Zadzwoń lub napisz – znajdziesz pomoc w … Pierwsza konsultacja jest zawsze bezpłatna